piątek, 22 lipca 2016

Strach towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów / Fear has accompanied mankind since the dawn of time

To nic odkrywczego. Strach pchał naszych praprzodków do odkryć i wynalazków. I jest to proces ciągły, sam mechanizm nie zmienił się od tysięcy lat, zmieniły się tylko źródła strachu. Nikt już nie obawia się piorunów (no chyba że stoi pod samotnym drzewem podczas burzy) ani tygrysów szablozębnych. Są nawet tacy, którzy je lubią – poniewczasie. I to chyba dla nich zostały wymyślone horrory. Ludzie bez adrenaliny marnieją, ona jest jak woda dla kwiatu. Graham Masterton od dawna należy do grupy najlepszych ogrodników. Ten facet zna się na straszeniu. Chyba ze świecą można szukać takich, którzy jeszcze się o tym nie przekonali na własnej skórze. Strach wymaga dobrego opakowania. Gdy prezentuje się kiepsko, wówczas niebezpiecznie zbliża się do groteski. I następuje efekt niezamierzony. Dlatego okładki horrorów to wcale nie jest bułka z masłem. Grafik ma do dyspozycji tylko jedną stronę, a autor aż kilkaset. 
A tak swoją drogą – czy ktoś mi wytłumaczy, dlaczego właśnie w kulturze anglosaskiej horror jest tak popularny? Trudno wymienić wszystkich znakomitych anglojęzycznych twórców tego gatunku. Poza Mastertonem miałam zawodowo do czynienia chociażby z Ramseyem Campbellem i Garym Braverem. Jak każdy człowiek – ja też potrzebuję odrobiny adrenaliny na co dzień.

 It's nothing insightful. Fear pushed our ancestors towards their discoveries and inventions, and it is an ongoing process. The mechanism itself hasn't changed for thousands of years. What has changed, however, are the sources of fear. Now, no one fears lightning (unless they’re standing under a solitary tree during a thunderstorm) or sabre-toothed tigers - there are even those who like them – belatedly. And it is probably those people for whom horror was invented, people who languish without adrenaline, it’s kind of like water for a flower. Graham Masterton has been one of the best gardeners out there for quite some time now; this guy knows a thing or two about scaring people. In fact, it would probably be really hard to find someone who hasn't had the opportunity to experience fear for themselves. Fear requires good packaging. When it's not presented well enough, it comes dangerously close to the grotesque and an entirely unwanted effect occurs. That is why horror covers are no piece of cake. The graphic designer only has one page, whereas the author has a couple of hundred.
And by the way – can anyone explain why it is precisely the Anglo-Saxon culture in which horror is so popular? It's hard to mention all of the great horror writers of the English language. Aside from Masterton, I dealt professionally with Ramsey Campbell and Gary Braver, just like any other person, I also need my daily dose of adrenaline.
 


środa, 13 lipca 2016

Przełom XIX i XX wieku to dla powieści grozy był szczęsny czas / The turn of the XIX-XX century has been a most fortunate one for the horror story

Walnie przyczynił się do tego Henry Rider Haggard. Przyznam, że znałam to nazwisko, ale raczej z powodu awanturniczo-przygodowej opowieści „Kopalnie króla Salomona”, a już zupełnie szczerze – ponieważ podobały mi się wielce filmowe adaptacja tejże. A najbardziej ta z Richardem Chamberlainem. Teraz przyszła kolej na wiktoriańską powieść „Ona”. Projektowanie okładki w tym przypadku było nie lada wyzwaniem. Praca wywiadowcza przyniosła niespodziewane owoce. Szybko wyszło na jaw, że „Ona” miała wpływ i na Kiplinga, i na Millera, Greena, Tolkiena i Atwood. Freud i Jung odwoływali się do niej w swoich teoriach psychoanalitycznych. Inspirowała Burroughsa i Conan Doyle’a. Bez niej nie byłoby ani „Władcy pierścieni”, ani ”Opowieści z Narnii”. Coś dodać? Nie? Wystarczy? No to uwierzcie, że postarałam się – nasuwa się: jak mało kiedy. Naprawdę zaś postarałam się jak zawsze. Sądzę, że znalazłam dla „Onej” odpowiednią maskę.

Henry Rider Haggard made an immense contribution to this. I have to admit that I knew his name mostly because of the rowdy-adventure novel “King Solomon's Mines”, and to be completely honest, because I also liked the great cinematic adaptations of the novel; mostly the one starring Richard Chamberlain. Then came the Victorian novel “She”. In this case, designing the cover has been quite the challenge, however, my investigations quickly paid off as it turned out that “She” influenced Kipling, Miller, Green, Tolkien, and Atwood. Freud and Jung referred to the novel in their psychoanalytical theories. It inspired Burroughs and Conan Doyle. Without “She” there wouldn't be “The Lord of the Rings” or “The Chronicles of Narnia”. Need I add anything more? No? Surely that's enough! So believe me when I say I've done my best: as I rarely do – comes to mind. The truth is, I did my best as I always do. I believe I've found an appropriate mask for “Her”.