niedziela, 25 grudnia 2016

Wesołych Świąt! / Merry Christmas!

Jak co roku przychodzi ten czas, gdy znajdujemy w sobie serdeczne uczucia nie tylko wobec najbliższych, rodziny, ale także przyjaciół, znajomych, a nawet nieznajomych – zbłąkanych wędrowców. Często wbrew okolicznościom chcemy szukać tego, co łączy, a zapomnieć o tym, co dzieli. Na tym między innymi polega magia Świąt.
Chciałabym życzyć każdemu tego, co uważa za niezbędne w dobrym, godziwym życiu. To doskonała okazja, by przekroczyć wyznaczone tradycją ramy i dodać jeszcze coś ekstra. Otóż życzę wspaniałych i pięknych książek pod choinką. Tak wielu, aby służyły przez cały następny rok, wzbogacając myśli i ucząc empatii.
Wesołych Świąt! I zaczytanego Nowego Roku!

fot. © Agnieszka Krupa

środa, 14 grudnia 2016

Były sobie dwie siostry, wcale nie bliźniaczki / There once were two sisters

Mimo to ich imiona zaczynały się tą samą, podobno nieistniejącą w polszczyźnie literą. Nie wiadomo, skąd taka decyzja ich rodziców, czy to jakiś przesąd, czy tylko przypadek, a może po prostu lenistwo właściwe londyńskiej middle class z artystycznymi koligacjami. Żeby bardziej sprawę zagmatwać, trzeba nadmienić, że miały całą masę rodzeństwa, także przyrodniego, ale ich imiona zaczynały się od mniej nacechowanych liter. Jakkolwiek było, czego zapewne nie uda się rozszyfrować, Vanessa i Virginia dorastały przy Hyde Park Gate 22. Vanessa wyszła za mąż za mistera Bella i została między innymi jedną z najbardziej znaczących malarek minionego wieku w Królestwie Albionu. Bo poza tym była na przykład entuzjastką związków otwartych. Virginia zaś w pewnym momencie wyszła za mistera Woolfa. Miała chorobę afektywną dwubiegunową.  Została pisarką. Kochała inaczej. W desperacji rzuciła się w nurty rzeki z kieszeniami pełnymi kamieni…
Były sobie dwie siostry, Vanessa i Virginia. To o nich jest ta opowieść.

And although they were not twins, both their names started with the same letter. It is not known why their parents made this decision, was it superstition, an accident, or maybe just laziness -  typical of middle-class Londoners with artistic connections? As if things were not complicated enough, it should also be mentioned that the sisters had lots and lots of siblings and step-siblings, albeit with names starting with less distinctive letters. We will probably never know the truth, but whatever was the case, Vanessa and Virginia both grew up at 22 Hyde Park Gate. Vanessa married Mr Bell and went on to become one of the most important British painters of the past century. She was also, among other things, an open relationship enthusiast. Virginia, in turn, married Mr Woolf. She suffered from bipolar affective disorder, she became a writer, she fell in forbidden love, and in an act of desperation, she threw herself into the swirling current of a river, her pockets filled with rocks…
There were once two sisters, Vanessa and Virginia. And this is their story.

piątek, 2 grudnia 2016

Gdy przypominam sobie film “Okruchy dnia”, ogarnia mnie dziwne uczucie / Whenever I think of the movie “The Remains of the Day”, I get a strange feeling

Uważam, że rola Anthony’ego Hopkinsa jako Stevensa należy do najwybitniejszych w jego imponującym przecież dorobku. Zapewne w dużej mierze dlatego, że miał u boku równie doskonałą Emmę Thompson. Gdy po raz pierwszy przed wielu laty zobaczyłam tę opowieść o losach kamerdynera doskonałego, który żyje tylko po to, aby utrzymywać w Darlington Hall perfekcyjny porządek, pomyślałam z początku: Jaki ten jego świat jest ograniczony, ubogi, nawet beznadziejny!  Ale z upływem czasu ta postać zyskiwała coraz więcej mojej sympatii. Pojawiały się nuty nostalgii, smutku, ale też niepokory wobec tego, co niesie los. Ta postać nabrała, może to zabrzmi banalnie – ludzkiego wymiaru. Wydaje mi się, że lekturę „Pod schodami” Alison Maloney trzeba koniecznie poprzedzić seansem „Okruchów dnia”. Dla dopełnienia obrazu. Ja tak właśnie zrobiłam.

I believe that Anthony Hopkins’ role as Stevens is one of the most outstanding performances in his impressive body of work. This is probably reinforced by the fact that he was accompanied by Emma Thompson, who was just as brilliant. Many years ago, when I first saw the story of the perfect butler, whose sole purpose in life was to keep Darlington Hall in immaculate order, my initial thoughts were “how meagre, limited, and hopeless his world is!”. But as time passed, I began to grow more and more fond of this character; I noticed hints of nostalgia and sadness, but also rebelliousness in the face of fate. This may sound cliché, but I began to see him in a more human way. I believe that before reading Alison Maloney’s “Life Below Stairs,” you absolutely have to watch “The Remains of the Day” to see the full picture. I did.